Jesienią potrzebuję herbaty. Prababcia, herbata i cyganie

with Brak komentarzy
Jesienią potrzebuję herbaty. Parzonej w dużym kubku, aromatycznej, z owocowymi dodatkami. Jesienią potrzebuję ciepła. Grubego koca, gorącej zupy, subtelnego światła. Jesienią wracają wspomnienia.
Zawsze gdzieś w okolicach Wszystkich Świętych, kiedy na dworze deszczowo i szaro, moje myśli biegną do starej niemieckiej kamienicy, w której mieszkali pradziadkowie. Wystarczyło pokonać kilka stopni, pchnąć ciężkie zielone drzwi z miliardem szybek, zrzucić szybko kurtkę i buty w ciemnym i zimnym korytarzu, i już jesteśmy w wielkiej kuchni, zalanej światłem z pojedynczej lampy.
Czym pachniałoby o tej porze roku? Kruchymi, maślanymi ciastkami wycinanymi literatką w kółka i księżyce, faworkami lekkimi jak piórka i posypanymi obficie cukrem pudrem, i jakimś cudem, wcale a wcale nie idącymi w boczki. Przy kuchence Ewie stałby talerz z ugotowanymi uszkami, przykryty drugim, żeby się nie zeschły (nigdy nie miały na to szansy, znikały podkradane przez wszystkich). W garnkach grzałby się czerwony barszcz albo grzybowa, którą nazywali ‚ciemnym rosołkiem’, tylko po to, żeby nas namówić na spróbowanie.

prababcia, herbata i cyganie; jesienią potrzebuję herbaty

Pachniałoby też herbatą. Czarną. Sypaną.
Stała zawsze na kuchennym stole w imbryczku. Do wysokiej szklanki w metalowym koszyczku prababcia wlewała esencję i zalewała wrzątkiem, słodziła dwie łyżeczki i odstawiała na metalowy spodeczek. Herbata za mocna i za słodka dla dzieci, ale taka przepyszna. Do tego cieniutkie kruche ciasteczka i jabłka pokrojone w ósemki. 
W dużym pokoju panował półmrok. Za przykurzonymi szybkami wysokiego, ciemnego kredensu stały zdjęcia i jakieś cuda, niedostępne dla dzieci. W kącie tykał ogromny zegar. Grało radio, telewizor, a czasami śpiewał pradziadek. Za oknami, tak jak dzisiaj, chłodno, wietrznie, pachniało morzem i deszczem. W środku przytulnie, swojsko, rodzinnie i niespiesznie.

Teraz rzadko piję czarną herbatę, taką tylko z cukrem, bez cytryny. Wydaje się za słodka, za mocna. I cytryny tańsze niż 20 lat temu. Ale trafiłam kiedyś na przepis na ‚herbatę po cygańsku’. Taką, którą można przygotować z odstanej esencji herbacianej, z goździkami, jabłkami i całą tą jesienną otoczką. Przywołującą wszystkie piękne wspomnienia. 

jesienią potrzebuję herbaty | lvlupstudio

jesienia-potrzebuje-herbaty-lvlupstudio

Jesienna wishlista

A do herbaty najlepsza jest książka, albo ‚babskie’ pismo, a w nich cuda-wianki. I tak z potrzeby, ale i z tęsknoty powstała moja jesienna wishlista.

Coś dla mody i urody. Taka duża, porządna zamszowa torba mi się marzy. Ta od Czech Draft (Decobazaar) wydaje się być idealna. Jesienna paletka cieni do powiek – Douglas Aquarelle, Harmonie nr 1. (Douglas) i olej z pestek śliwki od Ministerstwo Dobrego Mydła to moje ‚must have’ na nadchodzące miesiące.

Dla domu i ducha. Herbaty potrzebuję dużo. Kubek to za mało, żeby w ogóle się fatygować do kuchni. Potrzebny mi dzbanek. Taki śliczny, minimalistyczny i nieco kanciasty Sever, (Meble Vox). Do tego duży, miękki i ciepły koc, który znalazłam w Jysk – Margeritt i można planować jesienne pyszności z Alfabetem ciast Zofii Różyckiej (wyd. Dwie Siostry)

herbata po cygańsku | Jesienią potrzebuję herbaty | lvlupstudio
Zaparz sobie herbatę (zdjęcie powyżej możesz wrzucić na swoją tablicę Pinterest, żeby Ci nie umknęło) i podziel się swoimi jesiennymi wyborami wnętrzarsko-urodowymi.
Cześć! Mam na imię Agnieszka i pomagam urządzać i porządkować wnętrza tak, aby stały się przystanią, do której będziesz chciała wracać Ty i Twoi bliscy.