Nasz nowy DOM

with Brak komentarzy

Znowu długo kazałam na siebie czekać i nawet nie wiem czy jeszcze ktoś z Was tutaj zagląda. Moja nieobecność spowodowana była dużą zmianą w naszym życiu rodzinnym. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia kupiliśmy mieszkanie, o czym część z Was już wie, jeśli śledzicie mnie na Instagramie. To był dla nas stresujący czas. W ciągu 2 tygodni musieliśmy załatwić masę formalności, zorganizować fundusze, dopełnić obowiązków podatkowych, bankowych i urzędowych, z których część byłą dla nas nowością. Na dodatek przez jakiś czas nie byliśmy pewni, komu sprzedamy nasze stare mieszkanie – czy potencjalny klient otrzyma kredyt w banku. A to wszystko między świętami a Sylwestrem i tuż po Nowym Roku, gdzie nagle wszyscy robią remanenty, zamknięcia roku, roszady w firmach i urzędach i odkopują się z papierów. Na klucze od mieszkania przyszło też nam czekać około 2 tygodni po podpisaniu aktu notarialnego, bo ekipa remontowa kończyła poprawki (a i tak nie wszystko zrobili, jak należy).

 

Czy nasz nowy Dom jest idealny, wymarzony, dokładnie taki jak chcieliśmy? Nie. Musieliśmy pójść na pewne kompromisy, na niektóre rzeczy przymknąć oko lub się z nimi pogodzić. Inne będziemy sukcesywnie zmieniać, aby żyło nam się pięknie, komfortowo i dobrze.

nasz nowy dom | lvlupstudio się przeprowadza | nowe mieszkanie

Nowy Dom – czyli jaki?

W zeszłe wakacje podjęliśmy decyzję, że czas rozpocząć poszukiwania nowego miejsca do życia. Raz, że nasze mieszkanie zrobiło się dla naszej czwórki trochę ciasne. No, nie oszukujmy się, dwa pokoje na 36m2 to nie jest komfortowe miejsce do życia dla rodziny. Dwa, nasza starsza córka we wrześniu tego roku idzie do szkoły i chcieliśmy mieszkać już w rejonie jej przyszłej szkoły. Zu jest z natury nieśmiała i powoli się adaptuje w nowym środowisku, więc nie chcieliśmy fundować jej zmiany placówki edukacyjnej w środku roku lub wozić jej codziennie przez pół miasta. Trzy, kończą nam się dopłaty z programu Rodzina na swoim i to był też dobry pretekst do zmian.

Obydwoje mieliśmy pewne oczekiwania wobec naszego przyszłego mieszkania. Tak, wiedzieliśmy, że nie szukamy domu czy to wolnostojącego czy szeregówki od dewelopera. Choć w trakcie poszukiwań miałam kilka razy taką myśl, że może jednak… Szybko mi jednak przechodziło. Żadne z nas nie chciało też bawić się w budowę.

Na początku odrzuciliśmy oferty deweloperskie. Te, które były do oddania natychmiast lub w ciągu 3-4 miesięcy nie odpowiadały nam układem, lokalizacją i ceną. Na mieszkania, które oddane będą po wakacjach tego roku, nie chcieliśmy i nie mogliśmy czekać. Cały czas nam leci kredyt mieszkaniowy, a chcieliśmy się go pozbyć/zamienić na docelowy większy, czego nie dałoby się zrobić bez sprzedaży naszego mieszkania. A wiadomo, że deweloperzy często mają opóźnienia i moglibyśmy zostać bez mieszkania na jakiś czas. Z mnóstwem rzeczy i dwójką dzieci – słaba perspektywa. Dodatkowo przeliczyliśmy, że wyposażenie podstawowe takiego mieszkania, czyli podłoga, drzwi, łazienka i kuchnia, plus koszt samego M, to kwota, której nie podźwigniemy finansowo.

Zostały nam zatem mieszkania z rynku wtórnego i taka opcja była brana od początku pod uwagę.

Czego oczekiwaliśmy od nowego Domu:

  • min. 63m2 dla mieszkania 3-pokojowego lub większe 4-pokojowe (70m2 i więcej)
  • duży salon – nasze marzenie to 24m2
  • pokój dla córek – ok.12m2
  • osobna kuchnia
  • osobna łazienka i toaleta, co w nowym budownictwie nie zawsze jest praktykowane
  • maksymalnie drugie piętro
  • nie bezpośrednio przy ruchliwej ulicy
  • dobrze skomunikowane
  • w jednej z dwóch dogodnych dla nas dzielnic miasta
  • w bliskiej odległości apteka, sklepy, szkoła
  • dodatkowe atuty: duży balkon, duża piwnica; niewymagające większego remontu: gładź na ścianach, nowe drzwi, ładna kuchnia i łazienka

Jak widzicie tych oczekiwań było sporo. Ale co najważniejsze, większość z nich nasze nowe mieszkanie spełnia. A nie łatwo było takie znaleźć.

Poszukiwania nowego Domu

Intensywne poszukiwania zaczęliśmy dopiero późną jesienią. Na początku przeglądałam oferty w Internecie korzystając z popularnych portali. Jednak zawsze coś było z nimi nie tak. Lokalizacja, metraż, cena albo koszty utrzymania. Pod koniec listopada okazało się, że rodzice znajomej ze wspólnoty sprzedają mieszkanie. Wspięliśmy się na czwarte piętro i wstępnie je zarezerwowaliśmy. Jednak już w samochodzie doszliśmy do wniosku, że remont, który należałoby tam zrobić wymagałby od nas mnóstwo czasu (w wersji niskobudżetowej i robiąc sporo rzeczy samemu) lub pieniędzy i czasu (wersja z ekipą). Wnoszenie naszej 3-latki i sprzętu muzycznego na 4-te piętro również nam się nie uśmiechało. Mieszkanie ostatecznie kupił ktoś inny, a my szukaliśmy dalej.

W pierwszych dwóch tygodniach grudnia obejrzeliśmy jeszcze 4 nieruchomości. Jak była spiżarnia przy kuchni i świetnie urządzona łazienka, to salon był za mały, w kwadracie i jeszcze z opuszczonym sufitem – klaustrofobia! Inne było wyposażone w wyższym standardzie z pojemnymi szafami, ale za mały metraż i McDonald za oknem. Latem o poranku budziłyby nas frytki z kurczakiem! Kolejne znowu odstraszyło nas drewnianą sosnową podłogą, którą zachwycał się właściciel (może dlatego, że sam ją kładł), a która skrzypiała niemiłosiernie przy każdym stąpnięciu i widokiem z okna na… balkony drugiego bloku. Na jednym z nich podobno opala się latem seksowna amerykanka. No way!

Zniechęcona odpuściłam poszukiwania na tydzień. W czwartek, przed samymi świętami weszłam rano na ogłoszenia i znalazłam nasze mieszkanie. Szybki telefon i godzinę później już byliśmy na miejscu, żeby je obejrzeć. I całe szczęście. Okazało się, że oglądamy je jako pierwsi, a pan miał na popołudnie umówione jeszcze 2 lub 3 osoby. Mieszkanie na tyle nam się spodobało, że je zarezerwowaliśmy, a następnego dnia podpisywaliśmy umowę przedwstępną.

Strzał w 10! Czyli, co spowodowało, że kupiliśmy właśnie to mieszkanie

  1. Metraż i układ pomieszczeń – 75m2, 4-pokoje i rozkład pomieszczeń, który bardzo nam odpowiadał.
  2. Mieszkanie po generalnym remoncie. Trafiliśmy na biuro nieruchomości, które nie tylko pośredniczy w sprzedaży, ale też kupuje mieszkania w gorszym stanie i odświeża je lub całkowicie remontuje. Oczywiście nie są to materiały najwyższej jakości, ale zrobione są te najważniejsze rzeczy, jak położona gładź w całym mieszkaniu, jednakowa podłoga, nowa kuchnia i łazienka. Dla nas to był przeważający czynnik. W naszym poprzednim mieszkaniu musieliśmy żyć z rozwiązaniami i wyborami poprzednich właścicieli, które wymagały sporego remontu, jeśli chcielibyśmy je zmienić. A tu wchodziliśmy do prawie czystej karty.
  3. Lokalizacja – kiedy przyjechaliśmy oglądać mieszkanie, okazało się, że jest ono w tym samym bloku, co wcześniej oglądana przez nas nieruchomość (ta z amerykanką opalającą się na balkonie), tylko w drugim skrzydle. Blok jest w kształcie litery „L” i z okien naszego salonu i sypialni mamy widok na dach supermarketu. Mamy więc pewność, że nic wysokiego nam za oknem nie wyrośnie. Dodatkowo blisko są apteka, przychodnia, pętla autobusowa, sklepy, od szkoły oddziela nas jedno przejście ze światłami, a sam blok jest nieco odsunięty od ruchliwej ulicy. Plusem jest też to, że na tym samym osiedlu mieszkają moi rodzice, a mój brat jeszcze przez dwa lata będzie chodził z naszą Zu do jednej szkoły. Zatem sprawę przyprowadzania po lekcjach lub odstawiania dziecka do Babci mam załatwioną!
nasz nowy DOM - metraż i układ funkcjonalny

Co nie do końca poszło po naszej myśli? 

Musimy wspinać się o jedno piętro wyżej, niż zakładaliśmy. Na szczęście dzieci rosną i za rok/dwa to trzecie piętro nie będzie problemem. Cena mieszkania też była wyższa niż chcieliśmy wydać, a z drugiej strony, tyle samo włożylibyśmy w remont innego, a tu mamy większość zrobioną.

Co mi się nie podoba? Drzwi. Same skrzydła są nowe, niestety już ościeżnice pozostały stare, metalowe i ich przyszłościowa zmiana będzie prawdziwym dramatem. Łazienka i toaleta są całe w kafelkach imitujących cegłę w dwóch kolorach. Większość odwiedzających nas pyta, czy to przypadkiem nie tapeta. Słabe są po prostu. Zamontowanie zwykłej toalety, zamiast podwieszanego geberitu spowodowało, że w toalecie, co większe osoby dotykają kolanami drzwi. I jeszcze rozbielone panele podłogowe, a marzyłam o jakimś kasztanie, orzechu lub dębie. Jak widzicie są to jednak drobiazgi, które za kilka lat bez większych problemów zmienimy. A na razie jest czysto, świeżo i bardzo biało!

I takie kadry właśnie Wam pokażę. Jeszcze sprzed przeprowadzki.

nasz nowy dom - kuchnia | lvlupstudio

Jak na rasową blogerkę wnętrzarską przystało nie zrobiłam zdjęć łazienki! Jak mi się uda, to wrzucę filmik na Instastories.

Na razie to wszystko. Po przerzuceniu mebli okazało się, że większość z nich trafiła do pokoju do dziewczyn i po jednej szafce do pozostałych pomieszczeń. Także przed nami sporo meblowania. Za tydzień pokażę Wam z czym chcemy się zmierzyć na początku, żeby mieszkało się wygodnie i tablice z inspiracjami.

zdjęcie tytułowe: freepik